sobota, 28 maja 2016

DWIE WSTĄŻKI

1. FIOLETOWA


Nie ma kampanii społecznych, nie ma profilaktyki wczesnego wykrywania, daje objawy w stanie mocno zaawansowanym. Wszyscy znają "różową wstążkę". Kto zna fioletową? A to choroba dotykająca rocznie blisko 200.000 osób w Europie. Stanowi czwartą przyczynę zgonów z powodu nowotworu. Śmiertelność sięga 95 % osób z diagnozą, a z tych 5 % niewielu ma szansę przeżyć 5 lat od chwili diagnozy. Nazywany jest też "chorobą ucztujących", bo dotyka osób, które dobrze się odżywiają. Sięga po młodych ojców rodzin, matki dzieciom, sięga po biznesmenów, polityków, aktorów. Zabija bogatych i tych biedniejszych. Tak samo bezlitośnie.
Nie mów, że Ciebie nie dotyczy. Może nawet nie wiesz, że on już jest i oplata Cię swoimi mackami. Pójdziesz jutro do lekarza i zrobisz badania krwi? Super. Tylko pamiętaj. On się ujawnia wtedy, gdy stopień jego zaawansowania jest bardzo wysoki. Znam pacjenta, który ma diagnozę od roku, jest po dwóch zabiegach nanoknife, a wyniki krwi, łącznie z poziomem markerów nowotworowych ma w normie. Często jest nieoperacyjny, często chory w chwili diagnozy słyszy, że zostało mu 3 do 6 miesięcy życia, bo on zajął już inne organy.
Jak się przed nim próbować bronić? Częste pomiary glukozy we krwi mogą dać pewien obraz, gdy on zaczyna mościć sobie gniazdo w ciele chorego. Alarmująca jest niczym nie wytłumaczalna utrata wagi do 10 % w krótkim okresie czasu. Ból brzucha, czasem kręgosłupa, nudności to już głośny dzwonek alarmowy. USG, TK, MR to pewne rozwiązania w diagnostyce, ale kto z nas robi co rok w ramach profilaktyki MR, skoro chorzy w trakcie terapii muszą czekać na obrazowanie nawet 9 miesięcy?
NOWOTWÓR TRZUSTKI, bo o nim mowa, nie ma litości. Pamiętajcie o tym.

2. ZIELONA


Tak samo niepopularna w mediach, jak jej fioletowa siostra. Co symbolizuje? Oczywiście nowotwór. Organ, który atakuje porównywany jest do fabryki, w której produkuje się żółć niezbędną do trawienia tłuszczu, gdzie pokarmy przekształca się w składniki odżywcze (np. skrobię na cukier), gdzie powstają związki potrzebne do krzepnięcia krwi. Mowa oczywiście o WĄTROBIE.To w wątrobie magazynowane są żelazo, witaminy i substancje energetyczne (tłuszcze, węglowodany). Wątroba usuwa lub neutralizuje szkodliwe substancje (trucizny, leki, alkohol), które trafiają do naszego organizmu. Gdy prawidłowo się odżywiamy, wykonywanie tych funkcji przebiega bez zakłóceń. Ale kiedy jemy byle co, przejadamy się, nadużywamy alkoholu lub leków, pojawiają się kłopoty.

Niepokojące objawy pojawiają się bardzo późno, zwykle w znacznie zaawansowanym stadium raka. Wówczas chory odczuwa ból z prawej strony pod żebrami, może mieć gorączkę, brak apetytu i tracić na wadze. Zwykle powiększa się też obwód brzucha, co świadczy w o rozwijającym się wodobrzuszu. Mogą wystąpić obrzęki nóg, zażółcenie skóry lub krwawienia z przewodu pokarmowego.
Przy przerzutach w zasadzie nie występują charakterystyczne objawy. Chory jest jedynie znacznie osłabiony. Gdy guz jest na brzegu wątroby, lekarz może go wyczuć podczas palpacyjnego badania brzucha. Jeśli zlokalizowany jest głębiej, zwykle rozpoznaje się go przypadkowo.
W przypadku raka wątroby rozpoznanie często jest stawiane przypadkowo, podczas USG, tomografii komputerowej albo rezonansu magnetycznego – badań diagnostycznych wykonywanych z innych powodów. Potwierdzeniem raka może być też specjalne badanie krwi (test) oraz stwierdzenie podwyższonego stężenia białka AFP i DCP. Zdarza się, że przeszkodą w rozpoznaniu choroby jest znaczna marskość wątroby. Marskie zmiany zasłaniają zmiany nowotworowe. Dlatego przy podejrzeniu raka wątroby najpewniejszym badaniem diagnostycznym jest biopsja tego narządu.
I znów - jak w przypadku nowotworów trzustki - diagnoza często oznacza wyrok. A biorąc po uwagę fakt, że nowotwór trzustki często jest diagnozowany równolegle ze zmianami meta na wątrobie lub w jej obrębie właśnie, często chory dostaję takie same rokowania: "3 do 6 miesięcy życia". Czas okupiony potwornym cierpieniem. Bo położenie wątroby w okolicach ważnych struktur naczyniowych często wyklucza możliwości resekcji z zastosowaniem tradycyjnych metod. Często położenie zmian wyklucza termoablację. Więc diagnozie często towarzyszy słowo "nieoperacyjny". 
Tu znów - przy właściwej kwalifikacji i szybkiej diagnozie oraz reakcji zarówno lekarza jak i samego pacjenta - szansę na postawienie veta rokowaniom może dać zabieg z użyciem metody NanoKnife...




czwartek, 26 maja 2016

DZIEŃ MATKI

Dziś przypada szczególne święto. Dzień Matki. 

Kim jest Matka? To koktajl miłości, dobroci, łez, wzruszeń, czułości, strachu, psychologii. To szofer, lekarz, pielęgniarka, osobisty kucharz, najzagorzalszy kibic. To powiernica wszystkich tajemnic, przyjaciel najlepszy jakiego możemy spotkać.
To Matka pełna jest determinacji w walce o swoje dziecko. Bez względu na to, o co toczy się walka. A jeśli przychodzi walczyć Jej o zdrowie lub życie swoich dzieci, nie ma dla niej niemożliwego. Poświęci wszystko, by Jej dziecko wygrało. Nawet samą siebie.
Doskonale pamiętam ten moment, gdy zostałam matką. Pamiętam to ogromne szczęście, wzruszenie i jednoczesne poczucie ogromnej, bezgranicznej, bezwarunkowej miłości. Oraz odpowiedzialność. I moja pierwsza myśl: "Teraz naprawdę moje życie ma sens". Niby minęły lata, a uczucia są wciąż takie same. Tylko miłość jakby jeszcze większa.

Wiem, wiem. Nie wszystkie matki wpisują się w ten obraz. Ale to są wyjątki, które potwierdzają regułę.

Ale musimy pamiętać o jednym. Matki nie są niezniszczalne, choć czasem tak trudno w to uwierzyć. Czasem przychodzi dzień, gdy trzeba zawalczyć o Nią. Bo Ona zawsze będzie uważać, że sobie poradzi.

Dzisiejszy post chciałabym poświęcić nie tylko Matkom. Chciałabym uświadomić (może niepotrzebnie, ale mam poczucie, że powinnam go napisać), że nasi ukochani, najważniejsi, niezastąpieni Rodzice też potrzebują pomocy. Czasem trzeba o nich zawalczyć tak, jak Oni walczyli lub walczą o na, nasze życie, zdrowie i szczęście.

Jak wiecie od dłuższego czasu usiłuję z mniejszym lub większym skutkiem do tego, że dorośli zasługują na pomoc. Jest im o wiele trudniej, bo apele dla nich nie są tak medialne jak apele o ratunek dla małych, nieporadnych, bezbronnych.
Wielu z nich boi się poprosić o pomoc widząc ogrom apeli o pomoc dzieci, bo ich zdolność współodczuwania dramatu innych rodziców blokuje w nich poczucie prawa do poproszenia o pomoc. Rozmawiam z wieloma z nich i uwierzcie, niemal każdy z nich mówi: "Nie wiem, czy mam prawo prosić. Przecież jest tylu bardziej potrzebujących".  A mówią to ludzie często ze diagnozą śmiertelnej choroby, dla których ratunkiem jest metoda, za która trzeba zapłacić ogromne dla każdego przeciętnego zjadacza chleba środki.
Prosiłam już wielokroć. I wiele razy udało się zebrać pieniądze, dzięki którym przychodził ratunek. Niestety, nie zawsze na czas. A czas z reguły ma kluczowe znaczenie w walce o życie czyjeś Mamy lub czyjegoś Taty.

Co czuję,  gdy odbieram kolejny telefon z prośbą o pomoc dla osoby dorosłej? Pierwszą moja myślą jest to, że przecież ta prośba mogłaby dotyczyć mojego brata, mojej mamy, mojego taty, cioci czy wujka. Przecież ich może spotkać to samo. Też mogli usłyszeć, że szansą na ich życie jest zabieg, który kosztuje pieniądze, których nie mają. Też mogliby umierać ze strachu przed wyrokiem śmierci. I jak inni mogliby uznać, że pomoc ludzi im się nie należy. Bo są dorośli. A to przecież dorośli powinni pomagać tym, o możliwość dojścia do dorosłości walczą setki, tysiące, czasem miliony...

Czy dorosły ma prawo poprosić o pomoc? Czy jesteśmy zobowiązani tę prośbę usłyszeć? Czy powinniśmy podać rękę dorosłemu potrzebującemu wsparcia w walce o zdrowie i życie? Tak, po wielokroć tak. 
Bo nasi rodzice, dziadkowie, rodzeństwo są dorośli. Kochamy ich i nie wyobrażamy sobie, że mogłoby ich nie być. A tak wielu musi zmierzyć się z tą bolesną nieobecnością matki lub ojca tylko dlatego, że nie mieli odwagi poprosić o pomoc uznając, że inni potrzebują jej bardziej lub dlatego, ze tak wielu udało, że ich prośby nie słyszy....



Dziś Dzień Matki. Osoby najważniejszej w życiu każdego z nas. Mamą jest też Konstancja.
Ale zamiast wzruszać się życzeniami od Ewy i cieszyć miłością córki, Konstancja się boi. Boi się czy dane będzie jej przeżywać radość tego święta za rok. Bo ma dwóch przeciwników: chorobę nowotworową i czas. Ten drugi jest równie groźny jak pierwszy. Bo jeśli na czas nie zgromadzi środków na zabieg, za rok jej córka może nie mieć szansy by ją uściskać i powiedzieć jak bardzo ją kocha. Być może w styczniu jej wnuczki nie dostaną szansy przytulić ukochanej Babci z okazji jej święta. 

Konstancja to jedna z tych osób, której bez naszej pomocy może zabraknąć. Potrzeba 70.000,00 zł by dać  jej szansę na życie. Dziś mamy 20.000,00 zł i dwa, może trzy tygodnie na uzbieranie brakujących 50.000,00 zł. Czy zdążymy? Nie wiem. Ale ufam, że tak. Wierzę, że jak już nie raz dzięki ogromowi dobra i wrażliwości setek, czasem tysięcy ludzi sprawimy, że to nie będzie jej ostatni Dzień Matki....

http://motyleaniolowiewojownicy.blogspot.com/2016/04/sie-konstancja.html
https://www.siepomaga.pl/konstancja

sobota, 14 maja 2016

JUŻ DWA LATA...



http://motyleaniolowiewojownicy.blogspot.com/2015/03/alicja.html

Dwa lata temu była środa. Też było pochmurno, padał deszcz. Ty już byłaś gotowa do drogi, my wciąż nie byliśmy gotowi, aby Cię odprowadzić i powiedzieć "Idź i czekaj tam na nas"... Dziś Ty jesteś szczęśliwa, a my wciąż cierpimy w niewyobrażalnej tęsknocie... Tak trudno pogodzić się z tym, że z chwilą gdy Bóg Cię wybrał, należałaś do Niego... Ale wciąż staram się nie pytać Go dlaczego Nam Cię zabrał... Staram się Mu dziękować, że nam Ciebie dał...Choć żyłaś za krótko, o całe życie za krótko...

To nieprawda, że czas leczy rany. Czas trwa.

Alicja Wiśniewska 30.08.1997 - 14.05.2014 [*]

piątek, 29 kwietnia 2016

PO OWOCACH ICH POZNACIE, CZYLI STAŁO SIĘ!


Słowo ciałem się stało! Jednym słowem pierwszy cel zrealizowany! 

Dziś, 29 kwietnia 2016 odebrałam z CSK WUM w Warszawie podpisaną przez Dyrekcję Szpitala umowę, która otwiera drogę do wprowadzenia chirurgicznego leczenia wątroby, wnęki wątroby, przewodów żółciowo - trzustkowych i trzustki z zastosowaniem metody NanoKnife w Klinice Chirurgii Ogólnej i Transplantacji Wątroby tego Szpitala. To wielki dzień. 
Wszystko zaczęło się 13 stycznia 2016 podczas mojego pierwszego spotkania z Panem Prof. Wróblewskim. Dokładnie miesiąc później w mojej obecności podpisano List Intencyjny.

To wtedy koła machiny wpadły we własciwe tory i zaczęło się dziać. Formalności wydawały się nie mieć końca. Od miesiąca ciężko pracowaliśmy nad umową, w ostatnich tygodniach cały tłum prawników czytał, poprawiał, zmieniał i akceptował wzajemnie treść umowy. Ostateczna wersja została złożona 27 kwietnia. Dziś ok. 13.00 dostałam telefon i usłyszałam tak długo wyczekiwane słowa: "Umowa jest podpisana i gotowa do odbioru". I jest. Ten najważniejszy z podpisów pod nią! Dziękujemy Pani Dyrektor za Państwa otwartość na innowacje, na współpracę. 



Czy były chwile zwątpienia? Tak. Dużo było osób po drodze, które usiłowały z sobie tylko znanych powodów zdyskredytować to, co robiłam, by dziś móc napisać te słowa. Ale sukces nigdy nie jest efektem słomianego zapału, tu trzeba przejść przez prawdziwy ogień! 


Bo to naprawdę wielka rzecz. Bałam się, że porywam się z przysłowiową motyką na słońce. Nie jestem ani lekarzem, ani lobbystą. Jestem optymistyczną idealistką zorientowaną na innych, którzy z różnych powodów mają gorzej niż ja. Dociekliwą z natury, więc może niektórzy mieli mnie po kokardkę :)  Ale dzięki cudownym ludziom, którzy nie tylko mi zaufali, ale również uwierzyli we mnie dziś mamy to, nad czym wspólnie ciężko pracowaliśmy. Ala, Ania, Piotr, Lucyna, Bogdan, Jola, Grześ, Dagmara, Iwona i wielu innych - DZIĘKUJĘ! Dziękuję mojej rodzinie, w szczególności mężowi i synowi, że to wytrzymali, że zrozumieli, jakie to ważne w tym co robię od lat. Bez Was nie dałabym rady.

Ale nie ma czasu na dłuższy odpoczynek. Czas na konkrety. Czas na kwalifikacje, czas na to, by zrealizować cel nr 2 - wprowadzić słowo pisane w życie. Teraz przenosimy się na 6 piętro CSK WUM. I wciąż zbieramy środki potrzebne na to, by projekt stał się ciągłością w nieskończoność. Jeszcze przez kilka dni można pomóc przekazując swój 1 % na rzecz projektu rozwoju badań nad metodą NanoKnife w Polsce. Każdy grosz się liczy. Bo robimy to dla nas samych, dla naszych bliskich, dla naszych znajomych, sąsiadów, przyjaciół. 

Każdy może mieć udział w tym projekcie.

Pomóż zakupić aparat NanoknIfe dokonując wpłaty na konto:
Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”
Bank BZ WBK 

31 1090 2835 0000 0001 2173 1374
Tytułem: “461 NANOKNIFE”
wpłaty zagraniczne:
PL31109028350000000121731374
swift code: WBKPPLPP
Aby przekazać 1% podatku na aparat Nanoknofe: należy w formularzu PIT wpisać KRS 0000382243 oraz w rubryce ’Informacje uzupełniające – cel szczegółowy 1%’ wpisać “461 NANOKNIFE”

środa, 20 kwietnia 2016

O TYM, JAK TRYBIKI W MASZYNIE RUSZYŁY...
MATEUSZ I RAFAŁ






Praca za darmo - wiele osób krzywi się z niesmakiem na samą myśl, ze miałoby swój cenny czas i energię poświęcić na robienie rzeczy, które nie przyniosą im korzyści finansowych. Pomaganie rodzinie, pomaganie przyjaciołom to ok.., a obcym ludziom? Po co i dlaczego?

A jednak są ludzie, dla których pomoc drugiemu człowiekowi, czasem zupełnie obcemu jest oczywista jak oddychanie. Po prostu. Bo tak trzeba. Bo nikt z nas nie zna jutra. Bo warto. Za uśmiech. Za łzę wzruszenia, gdy potrzebujący otrzymuje pomoc i zainteresowanie. Za słowo "dziękuję". Za radość z faktu, że świat nie jest taki zły, jak się by mogło wydawać.

Tak było z Justyną i jej historią. Zadzwoniła do mnie mama Marysi - najdzielniejszej z dzielnych, Wojowniczki RMS. I opowiedziała mi o Justynie, Mateuszu i tym, co los im podarował. Potem zadzwoniła Justyna i tak ich trudna historia stała się częścią mojego życia.

Dopóki w do życia tej rodziny nie weszła choroba nowotworowa najmłodszego syna, dawali sobie radę. Mimo, że Rafał - starszy syn jest niepełnosprawny, mimo trudnych warunków egzystencjalnych nie prosili o pomoc. Ale gdy u Mateusza zdiagnozowano białaczkę ich świat stanął na głowie. I zaczęło brakować. Na wszystko. Przydzielone mieszkanie wymaga remontu, bo grzyb stanowi śmiertelne zagrożenie dla osłabionego leczeniem organizmu piętnastolatka. Właściciel mieszkania nie pozwala na jego remont, a nawet gdyby pozwolił, nie mają na niego środków. Gmina nie ma lokali, by pomóc rodzinie. Dojazdy do szpitala w Bydgoszczy to kolejny wydatek. Stan Mateusza nie pozwala na transport komunikacją publiczną, więc są zmuszeni wynająć kogoś, kto ich zawiezie i przywiezie z Bydgoszczy. 
Gdy Justyna z Mateuszem są na oddziale, siostra chłopców zabiera do siebie niepełnosprawnego Rafała.  ale nie rozwiązuje to problemów finansowych. Dieta, leki, środki opatrunkowe kosztują majątek. 



Nie zastanawiałam się długo. Oczywiście  natychmiast zadzwoniłam do Ali, ale widziałam, co mi powie. "Pomożemy. Zbieraj dokumenty". Potem drugi telefon do zaprzyjaźnionej Pani Redaktor z Gazety Pomorskiej, która nieraz już pomagała podopiecznym Fundacji. I znów usłyszałam "Oczywiście. Pomożemy. Daj telefon do mamy". Potem informacja z TVKujawy "Robimy materiał. Dajcie nr subkonta". I machina ruszyła. 

A każda z osób, które usłyszały tę prośbę o pomoc jest jak dobrze naoliwiony trybik. Ci ludzie są niezawodni. Bo to ludzie, którzy słowa "Potrzebuję pomocy" słyszą zawsze. 
I każdy może stać się takim trybikiem. Wystarczy najdrobniejszy gest w odpowiedzi na prośbę Justyny. Wypowiedzianą cicho, z zażenowaniem, pokornie. Los ich doświadczył chorobą jednego dziecka, teraz doświadcza chorobą drugiego. Nie prosili dotąd nikogo. Ale dziś stanęli pod ścianą, której sami nie są w stanie przesunąć. 
Pomoc społeczna - może wielu spyta, gdzie są instytucje. Nie wiem i nie mam czasu na roztrząsanie obowiązków instytucji w teorii zobowiązanych do reakcji wobec takiej sytuacji. Bo ci skromni ludzie potrzebują pomocy, nie pustych dyskusji. Im trzeba konkretów. Takich, by wstali z kolan, by tak jak mówi Mateusz w materiale TV - nie bać się wrócić do zagrzybionego pokoju ze szpitala. By mieć siłę do walki z chorobą...

Pomóc Mateuszowi Rafałowi można dokonując wpłat na konto:

 Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym Kawałek Nieba

Bank BZ WBK
31 1090 2835 0000 0001 2173 1374

Tytułem: pomoc w leczeniu Mateusza i Rafała Górzyńskich

wpłaty zagraniczne:
PL31109028350000000121731374
swift code: WBKPPLPP

Aby przekazać 1% podatku dla Mateusza i Rafała: należy w formularzu PIT wpisać KRS 0000382243 oraz w rubryce Informacje uzupełniające cel szczegółowy 1% wpisać 516 pomoc dla Mateusza i Rafała Górzyńskich



poniedziałek, 11 kwietnia 2016

DWANAŚCIE LITER...



Kolejna opowieść. Prawdziwa. Namacalna. Przeczytajcie opowieść o dwunastu literach, które zmieniły życie niejednego Wojownika i jego najbliższych...

Każdy, kto trafia do piekła onkologii ma swoją traumatyczną liczbę liter. My też mamy. Jest ich 12. OSTEOSARCOMA. To słowo zdominowało nasze życie w 2013 roku. To słowo nie pukało do naszych drzwi. Weszło. Usiadło na kanapie i zadecydowało za nas, że teraz będzie nam spędzać sen z oczu każdej nocy, będzie w naszych myślach w każdej chwili.
Tak naprawdę tych liter jest dużo więcej. Przerzuty do płuc, tachekardia zatokowa, krwotoczne zapalenie błony śluzowej żołądka, chemia, operacja, endoproteza, torakochirurgia, rehabilitacja. I wszystkie dotyczą Mateusza, naszego 16 – letniego dziś syna. Wojownika osteosarcoma…
Zaczęło się w czerwcu 2013 r. Wtedy pierwszy raz usłyszeliśmy tych 12 liter. Usłyszeliśmy tez wiele innych składających się w informację, która odebrała nam oddech ”…osteosarcoma - nowotwór złośliwy kości i przerzuty do płuc- syn może stracić nogę…”.
Co czuje matka, która słyszy te słowa w stosunku do ukochanego dziecka? Nie da się tego opisać słowami. Stan bezradności, zwierzęcego strachu. Niedowierzanie. Ale nie było czasu na przezywanie emocji. Trzeba było stanąć mocno na nogi i zacząć walczyć. O życie własnego dziecka. Pół roku Mateusz spędził w szpitalu, bo rozmiar guza zagrażał pęknięciu kości. I zaczęło się. Chemia. Blok za blokiem, pożegnanie z włosami, powikłania. I ciągłe podróże. Szpital, dom, szpital, dom… To wydawało się nie mieć końca…


W listopadzie 2013 lekarze z warszawskiego IMiD rozpoczęli walkę o nogę Mateusza. Wstawiono endoprotezę całkowitą. Nie udało się uratować stawu biodrowego i kolana. 3 miesiące później, w styczniu 2014 nasi sojusznicy w walce o syna podjęli walkę na drugiej linii tego swoistego frontu, usuwając z lewego płuca 25 zmian przerzutowych. Już w marcu zaczęli walkę o płuco prawe, niestety wygraną połowicznie. Mateusz stracił połowę organu.

Wtedy usłyszeliśmy słowa, które tak bardzo pragnęliśmy usłyszeć. MATEUSZ WYGRAŁ! Cena wygranej była wysoka. Powikłania. Krwotoczne zapalenie błony śluzowej żołądka, nieswoiste zapalenie jelita grubego ( które jest chorobą nieuleczalną ) i tachekardią zatokową.... Niejeden dorosły by się poddał, a on – czternastolatek dał radę. Byliśmy tacy szczęśliwi…

Ale po roku tych 12 liter wróciło. I mamy wrażenie, że jest ich wielokrotnie więcej… To co proponują lekarze to amputacja całkowita kończyny prawej z całym stawem biodrowym!!! Mateusz ma dopiero 16 lat.... Nie poddaje się, walczy dzielnie dalej ale bez Waszej pomocy nie da rady....

Chcemy dać szansę naszemu dziecku, ale sami nie podołamy kosztom twej walki. Chcemy spróbować konsultacji w Wiedniu. Jeśli gdzieś na świecie jest szansa dla Mateusza, chcemy ją znaleźć i wykorzystać. Ale koszty samej rehabilitacji zaczynają przerastać nasze możliwości…

Dlatego zdecydowaliśmy się poprosić w imieniu naszego dziecka o pomoc. 16 lat to wiek, gdy każdy zaczyna planować swoją przyszłość. Nasz syn też ma plan. Wygrać z potworem i na zawsze wymazać tych 12 liter ze swojej codzienności..

https://www.facebook.com/Dwana%C5%9Bcie-liter-Mateusz-i-RAK-1107534669289361/?fref=ts

http://www.kawalek-nieba.pl/?p=5502


Pomóc Mateuszowi można dokonując wpłaty na konto:
Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”
Bank BZ WBK 31 1090 2835 0000 0001 2173 1374
Tytułem: “533 pomoc w leczeniu Mateusza Sokolińskiego”
wpłaty zagraniczne:

PL31109028350000000121731374

swift code: WBKPPLPP
Aby przekazać 1% podatku dla Mateusza: należy w formularzu PIT wpisać KRS 0000382243 oraz w rubryce ’Informacje uzupełniające – cel szczegółowy 1%’ wpisać “533 pomoc dla Mateusza Sokolińskiego”

niedziela, 10 kwietnia 2016

 NAZYWAM SIĘ KONSTANCJA. POTRZEBUJĘ POMOCY. BY ŻYĆ...


Niby telefon, jakich otrzymuję wiele… „Dzień dobry, nazywam się Konstancja. Mam guzy na wątrobie. Potrzebuje pomocy…”. A potem rozdzierający serce szloch… I historia. Trudna, bolesna, ale wciąż pełna nadziei i wiary. Bo Konstancja chce żyć. Już raz przeszła onkologiczne piekło. I jest gotowa znów stanąć do walki o życie. Bo chce wygrać, chce po prostu być…
Gdy w 2014 roku badanie diagnostyczne wykazało guza esicy jelita grubego, a badanie histopatologiczne potwierdziło nowotwór złośliwy Konstancja przeżyła szok. Dzielnie walczyła. Po usunięcia guza w grudniu 2014 niemal natychmiast zaczęła przyjmować litry cyklostatycznej trucizny, by zabić guzy na wątrobie. Leczenie osłabiło ja straszliwie, ale największą traumą była utrata włosów. Przecież jest kobietą. Każda kobieta wie, że włosy są jednym z jej atrybutów. Ale Konstancja stała się Wojowniczką. Brak włosów przecież nie jest powodem do wstydu. To znak, że Wojownik walczy. 12 cykli chemii pomogło na tyle, że w listopadzie 2015 lekarze zadecydowali o zakończeniu leczenia.

Spokój trwał tylko 3 miesiące. Gdy w lutym 2016 Konstancja wykonała kontrolny TK jego wyniki nie zostawiały miejsca na złudzenia. Guzy w wątrobie wróciły. Jest ich 5, przy czym jeden umiejscowił się na naczyniu. Żaden chirurg nie podejmie się ich usunięcia, bo położenie zmiany jest nieoperacyjne… 

Co czuje człowiek w takiej sytuacji? Nie wiem. I mam nadzieję nigdy się nie dowiedzieć. Ale wiem, jak tamto uczucie opisała Konstancja. Kilka słów. Strach, rozpacz, bezsilność. I myśli. Tysiące myśli kłębiących się w głowie. „Czy to już koniec? Czy umrę mimo, że tyle już przeszłam? Czy Bóg się na mnie pogniewał? Co z moim dziećmi? Co zrobi mój mąż, gdy mnie zabraknie? A wnuki? Przecież mam wnuki.”.



Ale Konstancja to Wojownik. Zaczęła szukać wierząc, że to jeszcze nie czas na ostateczne pożegnanie. I znalazła. NanoKnife - nowoczesna, małoinwazyjna metoda niszczenia komórek nowotworowych za pomocą prądu o wysokim napięciu. Aparatura Nanoknife oddziałuje prądem elektrycznym w postaci mikrosekundowych impulsów wysokiego napięcia na chore tkanki. Gdy Konstancja usłyszała, że kwalifikuje się do zabiegu, wstąpiły w nią nowe siły.
I tu skończyła się radość. 70.000,00 zł to cena za życie. Zabieg nie jest refundowany, a emerytura, z której Konstancja spłaca m.in. kredyt na mieszkanie nie daje szans na zapłacenie z własnych środków nawet części tej swoistej ceny za życie.

I wówczas zrozumiałam jej rozpacz. Bo przecież pomaganie dorosłym nie jest medialne. Bo może ktoś powie, że 65 lat to wiek, w którym chory nie powinien odbierać szansy na leczenie innym, młodszym. Dlaczego? Konstancja chce zatańczyć na weselu swojej wnuczki, przeżywać wraz z bliskimi uroczystości Pierwszej Komunii młodszej. Ma plany. I wierzy w dobro. Dlatego zadzwoniła. I powiedziała: „Proszę, pomóżcie mi, bym mogła żyć”. Życie ludzkie nie ma ceny. Żadne życie. I każde zasługuje na walkę o nie. Także życie Konstancji. Bo przecież każdy z dorosłych może jutro usłyszeć straszliwe słowa „Rak. Złośliwy. I nieoperacyjny”…
Dlatego prosimy w imieniu Konstancji, tak jak prosimy w imieniu każdego z podopiecznych Fundacji – nie przechodźcie obojętnie koło tej prośby. Zabieg zaplanowano na pierwszą połowę maja. Wierzymy, że wspólnie uratujemy również to życie. Tak, jak dzięki Wam uratowaliśmy już tak wiele istnień…


Pomóc Konstancji można dokonując wpłaty na konto:

Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”
Bank BZ WBK

31 1090 2835 0000 0001 2173 1374

Tytułem:  
“532 pomoc w leczeniu Konstancji Śliwińskiej”
wpłaty zagraniczne:
PL31109028350000000121731374
swift code: WBKPPLPP
Aby przekazać 1% podatku dla Konstancji:
należy w formularzu PIT wpisać KRS 0000382243
oraz w rubryce ’Informacje uzupełniające – cel szczegółowy 1%’ wpisać “532 pomoc dla Konstancji Śliwińskiej”