środa, 8 marca 2017

TRZY HISTORIE, TRZY DRAMATY, TRZY SZANSE NA HAPPY END...


Witajcie po dłuższej przerwie. 

Dziś chciałam przedstawić Wam trzy opowieści. To historie trojga ludzi. Różni ich wiele: wiek, płeć, praca. Łączy jedno - RAK. Nieresekcyjny potwór, który żąda kolejnych ofiar. Wybrał tę trójkę nie stosując żadnych kryteriów. Wszyscy troje mają szansę odmienić swój los. Ale by tak się stało, potrzebują pomocy. Naszej pomocy. Tak - chodzi o pieniądze, bez których nie dadzą rady przekupić RAKA. 
To opowieści o trzech dramatach, które mogą mieć happy end pod warunkiem, że wiara "w uzdrawiającą moc ludzkich serc" nie zostanie zachwiana przez obojętność. Przeczytajcie te historie, pomyślcie o ich bohaterach i pomóżcie im choćby posyłając ich błagalną prośbę o pomoc dalej w świat. Bo wspólnie możemy sprawić, iż to co dziś jest dla tych trojga niemożliwym, jutro stało się możliwe.
Poznajcie Urszulę, Maćka i Tadeusza.
1. URSZULA, KTÓRA WIERZY W UZDRAWIAJĄCĄ MOC LUDZKICH SERC


Moja walka zaczęła się przed pięcioma laty. Gdy w 2012 roku zdiagnozowano u mnie nowotwór jelita grubego, a potem w 2014 wznowę choroby wierzyłam, że leczenie pozwoli mi wygrać z chorobą. Miałam ogromną motywację, bo w domu czekali na mnie mąż i syn, a przede wszystkim moja niepełnosprawna córka, która wymaga całodobowej opieki. Gdy w 2016 zdiagnozowano u mnie guz wątroby ani chwili nie zastanawiałam się nad decyzją o poddaniu się operacji. Ale choroba nie dała za wygraną. Dziś pojawiła się znów w wątrobie, w miejscu nieresekcyjnym. To zabrzmiało jak wyrok. Słowa lekarza nadal brzmią mi w uszach „nie jesteśmy w stanie nic zrobić”. Przepłakałam całe noce. Bo nie boję się o siebie. Boję się o moją córkę, którą na czas moich pobytów w szpitalu musiałam przekazać pod opiekę zakładowi opiekuńczemu. Bardzo o nią tam dbają, ale widzę w jej oczach tak straszliwą tęsknotę, że ból rozrywa mi serce. Bo co będzie gdy RAK wygra? Mąż rencista nie da rady sam zająć się nią i synem… Choć kocha ją tak jak ja – nad życie, jej niepełnosprawność nie pozwala na to, by mógł się nią zajmować.

Myślałam, że moje dni są policzone. I w zasadzie tak jest. Ale mogę zmienić bieg losu. Pod warunkiem, że zdobędę 35.000,00 zł. Bo mój lekarz się nie poddał. Powiedział mi o NanoKnife. Ale metoda jest nierefundowana. Moja skromna emerytura opiekuńcza i renta męża to wszystkie nasze dochody, które nie zawsze pozwalają na normalną egzystencję, a co dopiero na dodatkowe wydatki. Wtedy lekarz powiedział mi, że są ludzie – Anioły, które zrzesza fundacja o przepięknej nazwie – KAWAŁEK NIEBA. I te anioły niejednokrotnie już pomogły osobom takim jak ja. Bo to Anioły o najpiękniejszych sercach, ludzie z krwi i kości, anonimowi i piękni w tym co robią. 

Mam szansę znów wyjść zwycięsko z walki. Jeśli w ciągu 4 tygodni uda mi się dzięki ludziom o wielkich sercach zgromadzić środki na zakup elektrod niezbędnych do wykonania zabiegu z użyciem NanoKnife w CSK WUM na Banacha.
Wierzę w uzdrawiająca moc ludzkich serc. Wierzę, że dzięki nim pokonam strach przed osieroceniem dzieci. Chcę żyć. Mam dla kogo.  Dlatego zwracam się z gorącą prośbą o pomoc. Czas nie jest moim sprzymierzeńcem, jest sprzymierzeńcem raka. Lekarz powiedział wprost, że aby metoda była skuteczną, zabieg musi odbyć się w ciągu 4 tygodni. Zegar zaczął odliczanie…
To moje błaganie. Wierzę, że ktoś je usłyszy i wesprze mnie w walce o życie. Że dzięki Wam tęsknotę w oczach mojej córki zastąpi radość bycia razem. Za każdy gest już dziś dziękuję każdemu podaruje mi kolejny krok do wygranej z RAKIEM.
Urszula


Pomóc Urszuli można dokonując wpłaty na konto:
Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”
Bank BZ WBK 31 1090 2835 0000 0001 2173 1374
Tytułem: “841 pomoc dla Urszuli Romańczuk”
wpłaty zagraniczne – foreign payments to help Urszula:
Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”

PL31109028350000000121731374

swift code: WBKPPLPP
Bank Zachodni WBK
Title: „841 Help for Urszula Romanczuk”

Aby przekazać 1% podatku dla Urszuli:
należy w formularzu PIT wpisać KRS 0000382243
oraz w rubryce ’Informacje uzupełniające – cel szczegółowy 1%’ wpisać “841 pomoc dla Urszuli Romańczuk

2. MACIEJ - TEN Z RAKIEM TRZUSTKI



Maciej, 43 – letni wspaniały mąż Kasi, czuły i troskliwy tata Ani i Maćka Juniora, kardiolog inwazyjny. Człowiek pełen pasji – sport, książki, ogród i kardiologia. Ale przede wszystkim rodzina. Człowiek pełen wiary i determinacji.

30 czerwca 2016. Cała rodzina pakuje się pomalutku na wakacyjny wyjazd. Jeszcze tylko trzeba odebrać badania, którym profilaktycznie poddał się Maciek. I wtedy jak grom z jasnego nieba diagnoza RAK zburzyła szczęście tej rodziny. Nowotwór trzustki z licznymi ogniskami meta na wątrobie. Zmienił plany, zdominował codziennośc. Co dalej? Co z rodziną? Co z pracą? Kasia jako lekarz medycyny paliatywnej pracująca na co dzień z chorymi z taką samą diagnozą wiedziała, że nie będzie łatwo. Ale nie pozwoliła sobie, a tym bardziej Maćkowi na pogrążenie się w rozpaczy. Oboje podjęli tę walkę. Dla siebie i dla swoich dzieci. Niezwłocznie rozpoczęli poszukiwania leczenia, choćby eksperymentalnego. Gdziekolwiek poszli słyszeli, że Maciek nie ma szans, że pozostaje tylko leczenie paliatywne, że masywny rozsiew do wątroby eliminuje Macka z kwalifikacji do jakiegokolwiek leczenia chirurgicznego. Ale mimo to nie poddali się. Ani Maciek ani Kasia.
Ich poszukiwania dały efekt. FOLFIRINOX. Obarczony licznymi skutkami ubocznymi, na który organizm Maćka  „odpowiedział” regresją choroby.

Maciek na chwilę nawet nie zrezygnował z pracy w Poradni Kardiologicznej. Jak sam mówi – dziś o wiele lepiej rozumie swoich pacjentów. Wierzy, że wróci także do pracy w ramach dyżurów w Pracowni Hemodynamiki. Bo kocha swoja pracę, a dziś jeszcze bardziej rozumie jej sens.
Gdy w badaniach genetycznych uzyskano potwierdzenie mutacji pozwalającej na leczenie dodatkowymi trzema lekami, których skuteczne działanie potwierdzono u wielu pacjentów, nawet chwili nie zastanawiali się nad decyzją. Ta wiadomość obojgu dodała skrzydeł. Bo choć leczenie nie jest refundowane, to życie jest bezcenne. DO niedawna radzili sobie sami uznając, że są inni , bardziej potrzebujący. Ale pomalutku ich możliwości kończą się. Patrząc ze łzami w oczach jak 6-cioletnia Ania i 11-letni Junior pieczołowicie wrzucają każdy grosik do skarbonki „na leczenie tatusia” podjęli decyzję, że poproszą o pomoc.

Koszty leczenia to 23.000,00 miesięcznie za olaparib, 30.000,00 zł za nivolumab. Razem to 53.000,00 miesięcznie za leczenie eksperymentalne. Utrzymanie regresji choroby ma kluczowe znaczenia dla operacji chirurgicznej, która jest niezbędnym uzupełnieniem leczenia farmakologicznego. W walkę o środki włączyła się cała rodzina Maćka i Kasi, przyjaciele oraz znajomi obojga. Bo Maciek walczy. 


Pomóc Maćkowi można dokonując wpłaty na konto:
Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”
Bank BZ WBK 31 1090 2835 0000 0001 2173 1374
Tytułem: “840 pomoc dla Macieja Węglarz”
wpłaty zagraniczne – foreign payments to help Maciej:
Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”

PL31109028350000000121731374

swift code: WBKPPLPP
Bank Zachodni WBK
Title: „840 Help for Maciej Weglarz”

Aby przekazać 1% podatku dla Maćka:
należy w formularzu PIT wpisać KRS 0000382243
oraz w rubryce ’Informacje uzupełniające – cel szczegółowy 1%’ wpisać “840 pomoc dla Macieja Węglarz”

3. TADEUSZ - WALKA Z CZASEM


Przez ponad 60 lat czas był dla mnie pojęciem względnym. Nigdy nie spoglądałem na ten aspekt życia z jakimś szczególnym zainteresowaniem. Ot, czas płynie i nie mamy na to wpływu. Pracowałem, szalałem z ukochaną wnuczką, poświęcałem czas najbliższym. Gdy dwa lata temu zacząłem odczuwać dolegliwości zdrowotne, sądziłem, że to skutek upływu czasu. Ale gdy dolegliwości nasiliły się i pojawiły trudne do wytłumaczenia bóle brzucha uznałem, że czas na kontakt ze specjalistami. Szereg badań w krótkim czasie nie pokazał, żeby w moim organizmie działa się coś niepokojącego. Ale ON się już przyczaił i zaczął dawać znaki, że jest. On, RAK. Bo mimo badań i uspakajających ich wyników cierpiałem. Kolejny szpital, kolejne badania. Wówczas to usłyszałem po raz pierwszy – NOWOTWÓR ZŁOŚLIWY POPRZECZNICY. Ale nie bałem się walki. Byłem na nią gotów. Bo przecież miałem dla kogo walczyć. Przede wszystkim dla niej – mojej maleńkiej Księżniczki, najjaśniejszego promyczka w moim życiu.
Niezwłocznie zostałem poddany leczeniu chemioterapią. Z każdym cyklem było ciężej, ale dałem radę, przetrwałem. Bo zawsze trzeba wierzyć i nigdy nie wolno się poddawać. Ale nie było mi dane wygrać. ON – RAK znalazł sobie nowe miejsce. Tym razem mój największy wróg to NIERESEKCYJNY NOWOTWÓR WĄTROBY. Lekarze powiedzieli wprost – żadna z dostępnych metod nie może być leczeniem z uwagi na położenie zmian w obrębie krytycznych struktur krwionośnych. Co czuje człowiek słysząc takie słowa? Strach, rozpacz, gonitwa najczarniejszych myśli. W takich okolicznościach nie ma bohaterów. Ale są Wojownicy. I dołączyłem do tego zaszczytnego grona. Bo lekarze z Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej Wątroby CSK WUM na Banacha palii kolejny promyk w moim życiu – zakwalifikowali mnie do nierefundowanego leczenia z użyciem NanoKnife. Przeczytałem chyba wszystko o tej metodzie i uwierzyłem, że skoro stworzono mi szansę, mój czas jeszcze nie nadszedł.
Ale dobre nastawienie i wola walki z chorobą nie wystarczą. Jestem rencistą. Skromne świadczenie nie pozwala mi na samodzielne sfinansowanie zakupu elektrod do zabiegu, żaden bank nie udzieli mi kredytu w wysokości 35.000,00 zł. Rozważałem czy się nie poddać. Ale gdy spojrzałem w oczy mojej ukochanej wnusi, gdy poczułem jej maleńkie raczki wokół mojej szyi, gdy usłyszałem „Dziadziu, kocham Cię” wiedziałem, że muszę walczyć. Nie tylko z RAKIEM, ale również z CZASEM. Moja rodzina i znajomi zapewnili mnie, że zrobią wszystko, by mi pomóc. Ale to za mało, bym mógł poddać się zabiegowi. Dlatego dziś staję przed Wami, obnażam siebie w swoje słabości, chowam dumę, honor i wstyd głęboko i proszę – zawalczcie wspólnie ze mną o mnie, pozwólcie mi na wygraną z RAKIEM i CZASEM.
Cudem byłoby otrzymanie szansy w postaci jednorazowej darowizny w potrzebnej wysokości, ale jestem realistą. Wiem, że proszę o bardzo wiele, ale muszę poprosić. I nie ważne SA dla nie nominały, liczy się to co Wami pokieruje, by podarować na rzecz mojej walki choćby najmniejszy grosik. Bo za każdy ja i moi najbliżsi będziemy Wam dziękować do końca naszych dni. Wierzę, że zdążę. Dzięki Wam.
Pomóżcie mi. Proszę. 


Pomóc Tadeuszowi można dokonując wpłaty na konto:
Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”
Bank BZ WBK 31 1090 2835 0000 0001 2173 1374
Tytułem: “842 pomoc dla Tadeusza Harenza”
wpłaty zagraniczne – foreign payments to help Tadeusz:
Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”

PL31109028350000000121731374

swift code: WBKPPLPP
Bank Zachodni WBK
Title: „842 Help for Tadeusz Harenza”

Aby przekazać 1% podatku dla Tadeusza:
należy w formularzu PIT wpisać KRS 0000382243
oraz w rubryce ’Informacje uzupełniające – cel szczegółowy 1%’ wpisać “842 pomoc dla Tadeusza Harenza”

sobota, 21 stycznia 2017

DOŻYĆ DO ŚWIĄT, DO URODZIN MĘŻA, DO KOLEJNEJ ROCZNICY ŚLUBU… – KATARZYNA I RAK





EDIT1: W piątek 24 lutego Pani Kasia przeszła z sukcesem zabieg. Wróciła już do codzienności i wierzymy, że kolejne badania kontrolne tylko potwierdzą, że wspólnie podarowaliśmy Pani Kasi kolejne miesiace i lata.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------



EDIT: W piątek 10 lutego zbiórka środkó na zabieg Pani Kasi zakończya się sukcesem! Czekamy na termin zabiegu.

_______________________________________________________________


Każdy, kto choć raz pokusił się przejrzeć mój blog wie, że większość postów jakie zamieszczam , to wołanie o pomoc. Nie inaczej będzie i tym razem. Dziś chcę Wam opowiedzieć o Kasi. Kasi, która od 21 lat upada, ale podnosi się i walczy dalej. Kasia to Wojownik. Ale dziś bez wsparcia nie poradzi sobie z przesunięciem kolejnej kłody, jaką los rzucił jej pod nogi. Poznajcie Kasię, pomóżcie jej w walce choćby prosząc o pomoc dla niej swoich bliskich i znajomych. Bo Kasia ma mało czasu. A by uratować jej życie musimy szybko zebrać 35.000,00 zł. Tak. Znów NanoKnife jest szansą. Jedyną...
"Zastanawiałam się cóż ja mogę napisać o sobie. Historia jakich mnóstwo. Nic wyjątkowego, nie ja pierwsza ani nie ostatnia. Czytając historie ludzi, a w szczególności dzieci można by pomyśleć, że to one mają prawo mieć większe szanse, bo jeszcze nic nie przeżyły, nie zobaczyły. Niestety, to tak nie działa.

Zachorowałam mając 29 lat. Wtedy wydawało mi się, że mój świat się zawalił. Gdybym tylko wiedziała, że czeka mnie coś gorszego, nigdy bym taką myślą nie grzeszyła. 

21 lat temu dostałam pierwszy – tak mi się wtedy wydawało – wyrok. Ale wtedy nie wiedziałam, że tych wyroków będzie więcej. Wtedy słowa lekarza: „Dializy. Bez nich nie będziesz żyć” brzmiały tak strasznie. Mimo wszystko tak bardzo chciałam żyć i wyobrażałam sobie, że tak jak inni jeżdżą na wakacje, chodzą na basen czy siłownię ja chodzę na dializy. I dzięki temu sama przed sobą mogłam poudawać, że jest normalnie. Że mogę pojechać w moje ukochane góry (jak załatwię wcześniej dializy) czy nad nasze piękne morze (pod warunkiem, że też załatwię dializy). Mogłam patrzeć jak piękne dzieci rodzą się w mojej rodzinie, mogłam iść na zakupy, do pracy… Moja praca – moja pasja. Organizowałam rajdy samochodowe, wyścigi rowerowe, organizowałam półmaratony. Dla ludzi zdrowych. Mogłam poczuć ich adrenalinę, radość z tego co robią, czerpać z ich energii. A potem pójść na dializy… Tak bardzo doceniałam to, co odebrała mi choroba.

W tamtym czasie postanowiłam powalczyć o przeszczep. Zaczęły się badania. Pierwsze z nich – USG brzucha. I wtedy to usłyszałam po raz drugi. Wyrok. „Jest coś na trzustce”. To „coś” okazało się nowotworem. Nie poddałam się. Poddałam się leczeniu i 4 lata temu wydawało się, że wygrałam. Mnie się wydawało. Bo „coś” wróciło. I jest w miejscu nieresekcyjnym…

Ale chyba mimo wszystko mam w życiu trochę szczęścia. Bo mam szansę pod warunkiem, że uda mi się zgromadzić 35.000,00 zł na elektrody do NanoKnife – metody usuwania nieresekcyjnych zmian nowotworowych trzustki i wątroby. Kwalifikację do zabiegu już mam. Teraz potrzebuję zebrać pieniądze. Czy szczęście znów będzie przy mnie?

Dzielę swoje życie na etapy. Dożyć do świąt, dożyć do wakacji, potem do kolejnej rocznicy ślubu, do urodzin męża, który w mojej walce jest dla mnie nieocenionym wsparciem. Bo tak jest, że kiedy coś mocno doskwiera ciężko myśli się pozytywnie. A kiedy dzieje się coś pozytywnego ostrożnie myślę, że może znów uda się, ten jeszcze jeden raz… Taka nieustanna huśtawka emocjonalna.

Ale muszę spróbować. I dlatego proszę, w tym tłumie potrzebujących, zauważ mnie i pozwól mi ten jeszcze jeden raz wykorzystać szansę, która los mimo wszystko mi daje…

Katarzyna"

http://www.kawalek-nieba.pl/?p=8193
Pomóc Katarzynie można dokonując wpłaty na konto:
Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”
Bank BZ WBK 31 1090 2835 0000 0001 2173 1374
Tytułem: “762 pomoc dla Katarzyny Jopek-Trzop”
wpłaty zagraniczne – foreign payments:

PL31109028350000000121731374
swift code: WBKPPLPP
Title: „762 Help for Katarzyna Jopek-Trzop”


niedziela, 8 stycznia 2017

JAK CO ROKU WIELKIE GRANIE, CZYLI DAJĘ OWSIAKOWI 

25 lat temu dziennikarz radiowy i telewizyjny, prowadzący autorski program dla młodzieży w jednej stacji radiowej (pamiętam BRUM, a Wy?) dostał list, w którym ktoś napisał o dziecku, które musi mieć zoperowane serduszko, ale W szpitalu, w którym jet leczone nie ma specjalistycznego urządzenia zapewniającego powodzenie operacji. Pamiętać należy, że w tamtym czasie komercyjne stacje radiowo - telewizyjne dopiero raczkowały i były dostępne nielicznym. Dziennikarz nie mówił o tym przez cały dzień. Powiedział to w czasie chyba godzinnej audycji. I usłyszeli go ludzie. Którzy dawali wtedy gotówkę wkładaną do kopert i wysyłaną na adres redakcji programu. Finał akcji zaskoczył wszystkich. Dziecko uratowano. Dziennikarz ten pomyślał, czy nie spróbować pociągnąć akcji. Zaryzykował i okazało się, ze jego pomysł był strzałem w dziesiątkę. Ludzie włączyli się w to, co zaproponował. Ot tak, bo zrozumieli treść apelu o pomoc i zrozumieli ideę. Ponieważ rozmiar akcji przerósł wyobrażenie organizatora, w obawie przed oskarżeniami (które mimo to wciąż pojawiają się ) usankcjonował akcję prawnie zakładając organizację pożytku publicznego. Dziennikarz ten zrezygnował z pracy jaką wykonywał na antenie radio i TV. Stworzył coś na kształt holdingu, bo ilość przedsięwzięć jakie w ramach podstawowej działalności prowadzi jest niemożliwym do realizacji przez 5 osoby (w tym dwóch czynnych do dziś lekarzy), z którymi działania rozpoczynał. Niczego nie ukrywa od samego początku. 
Gram z WOŚP od 3 stycznia 1993 (miałam wówczas ponad 19 lat, więc włączyłam się do akcji dość świadomie). Nigdy moje dziecko nie musiało korzystać z żadnego ze sprzętów z serduszkiem. Jedynym programem Fundacji WOŚP, w jakim wzięło udział było szkolenie z pierwszej pomocy przedmedycznej w ramach "Ratujemy i uczymy ratować". Ale wiem jak wiele dzieci żyje dzięki temu sprzętowi. Już kilkukrotnie mówiłam, że czas przestać utożsamiać słowo "fundacja" ze określeniem "za darmo", bo za tym pierwszym stoją ludzie wykonujący ciężką pracę. Wiem też, iż są organizację, które mają możliwość nie korzystać z dopuszczonych przez ustawę prowizji. Ale znam też takie, które pozornie nie pobierając prowizji, zarabiają niezłą kasę np. na zawyżaniu kosztorysów leczenia podopiecznych. 

Zarzucanie Owsiakowi jakichkolwiek nieuczciwości jest (dla mnie przynajmniej) niemoralnym. I nie ważne kto to robi. Prezes WOŚP wykorzystał zaplecze - tak, swój program muzyczny, który prowadził cyklicznie na antenie III programu PR w każdy piątek. Dopiero po pierwszej akcji - tej z pieniędzmi wysyłanymi w kopertach zaproszono go do szklanego ekranu, bo każdy chciał ogrzać dupkę w ciepełku dobra, jakie tek człowiek wyzwolił. 


I tak jak cyklicznie od 25 lat cała (prawie) Polska i nie tylko gra z WOŚP, tak samo cyklicznie od kilku lat pojawiają się różnego rodzaju "rewelacje" o tym jak to Owsiak miałby dymać darczyńców, czasem lekko zalatujące stęchlizną. Taka to chyba nowa świecka tradycja. 


Nie ma obowiązku uczestniczenia w tym, co każdego roku od 25 lat organizuje w styczniową niedzielę WOŚP, ale przyzwoitość nakazywałaby nie obrażanie tych, którzy mają odmienne zdanie na ten temat. Fakty pozostają faktami - gdyby nie WOŚP dziś polskie szpitale wyglądałyby jak szpitale w Afryce w kwestii sprzętu do ratowania życia. Jako, że zdarza mi się bywać na oddziałach szpitalnych z wyboru, widzę tysiące czerwonych serduszek niemal na każdym sprzęcie stojącym w odrapanych salach, w których toczy się walka o życie. I dzięki temu sprzętowi wiele żyć zostało uratowanych. I pewnie nawet teraz kolejna osoba dostaje pomoc dzięki temu, że ponad 25 lat temu na antenie Programu III Polskiego Radia pewien dziennikarz z lekką wadą wymowy przeczytał na głos do mikrofonu dramatyczny list o chorym dziecku, które może być uratowane, jeśli na oddziale kardiochirurgii w jednym z polskich szpitali klinicznych znajdzie się specjalistyczny sprzęt.

Moja ocena zarobków Jurka Owsiaka - niech zarabia i 3 razy tyle, co dotąd. Bo zrobił niebywałą rzecz. A jeśli ktoś ma lepszy pomysł na podobną lub taką samą akcję na rzecz tych, których życie jest zagrożone i może się skończyć tylko dlatego, że jedyny na oddziale specjalistyczny sprzęt odmówi posłuszeństwa - czekam na propozycje, chętnie dołączę.
A póki ich nie ma - już za tydzień wielkie granie. Wielkie granie w pomaganie!

poniedziałek, 26 grudnia 2016

BOŻE NARODZENIE




Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata
i wyciągasz do niego ręce, jest Boże Narodzenie
Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad,
które jak żelazna obręcz uciskają ludzi
w ich samotności,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei "więźniom",
tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego,
moralnego i duchowego ubóstwa,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze,
jak bardzo znikome są twoje możliwości
i jak wielka jest twoja słabość,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, ilekroć pozwolisz by Bóg
pokochał innych przez Ciebie,

Zawsze wtedy,
jest Boże Narodzenie.

Matka Teresa z Kalkuty

Wigilia - szczególny wieczór, jedyny taki stół, niezwykły czas. Dwa dni temu popłynęło wiele serdeczności od jednych do drugich. Ale w wielu domach ten wieczór w wielu domach zdominowały łzy i tęsknota, taka niewyobrażalna i trudna do wypowiedzenia słowami. W wielu domach przy tym szczególnym stole zasiadły też strach i niepewność jutra.

Wszystkim - tym szczęśliwym, tym obolałym z tęsknoty, tym, którzy doświadczyli już cudu i tym, którzy wciąż na niego czekają, uśmiechniętym i zapłakanym, tym, którzy zawsze i mimo wszystko przy mnie i tym, którym ze mną nie po drodze - Świąt mimo wszystko szczęśliwych, pełnych dobrych emocji, miłości, serdeczności, nadziei i cudu. Wszystkim, bez wyjątku.


Z czym kojarzą nam się Święta Bożego Narodzenia? Z tradycjami. Tradycją jest wigilijna kolacja pełna symboli. Opłatek - symbol dzielenia się, puste nakrycie - symbol otwartości na drugiego człowieka, pierwsza gwiazdka - zwiastun ziszczającej się nadziei na cud. Pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia to czas dla najbliższych. To moment, gdy możemy całą swoją uwagę i cały swój czas podarować tym, których kochamy najbardziej. Dziś drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia. To czas, który darowujemy innym - przyjaciołom, znajomym. Może nie znacie osobiście Pana Eugeniusza. Ja też nie znam. Ale możecie go poznać przez pryzmat dramatu jego i jego najbliższych. Ich Święta nie są wesołe... Ale ich nadzieja i wiara w dobro drugiego człowieka to jedyne, co im pozostało. Bo wierzą, że dzięki nam spełni się cud. Bardzo prozaiczny. Zgromadzenie na subkoncie 35.000 zł na zabieg NanoKnife do 15 stycznia 2017...




sobota, 17 grudnia 2016

STRACH KONTRA NADZIEJA


EDIT:

8 stycznia 2017 wieczorem dotarła do mnie smutna wiadomość... Nie zdążyliśmy... Panie Eugeniuszu - do zobaczenia, kiedyś... Gdzieś tam...

_______________________________________________________________



Magia świąt... To może slogan. Ale wierzę, że to coś w tym jest. Już niejednokrotnie w tym czasie pokazaliśmy, że jakby jest więcej człowieka w człowieku... Przeczytajcie opowieść o Panu Eugeniuszu. A potem spójrzcie na swoje rodziny i pomyślcie, co czulibyście gdyby za rok przez straszliwą chorobę jedno z krzeseł przy Waszych wigilijnych stołach zostałoby puste...


Jest taki szczególny stół, przy którym zasiadamy wszyscy. Jest taki szczególny czas, gdy miłość czuć namacalnie. Jest taki szczególny wieczór, w którym celebrujemy wspólne chwile. To czas Bożego Narodzenia.
Tradycje kultywowane od lat – sianko pod białym obrusem, wypatrywanie pierwszej gwiazdki, dwanaście potraw, dzielenie się opłatkiem, dwanaście potraw na stole, puste nakrycie dla zbłąkanego wędrowca, którego należy przyjąć pod swój dach i nakarmić… Czas serdeczności, wzruszeń, dobrych myśli i rodzinnej atmosfery…

Przy naszym stole też zasiądzie z nami niezapowiedziany gość. Nie był zapraszany, ale mimo to wszedł do naszego domu i rozgościł się nim zdążyliśmy go zauważyć. Tym gościem jest NIERESEKCYJNY RAK WĄTROBY. Wraz z nim przy naszym wigilijnym stole zasiądą również strach, rozpacz, łzy, ból i niepewność. Ale zasiądzie też nadzieja, którą nasz Tata otrzymał w obliczu dramatycznej diagnozy. Zasiądzie wiara w dobro ludzi. Bo naszą nadzieją jest NanoaKnife i wrażliwość ludzka.

W większości domów czas przedświąteczny wypełnia radosny rozgardiasz. Pachną pierniki, trwa poszukiwanie prezentów gwiazdkowych. U nas do niedawna też tak było. Ale gdy dowiedzieliśmy się o chorobie Taty cała radość z nas jakby wyparowała. Owszem, zasiądziemy całą rodziną do stołu wigilijnego, będziemy dzielić się opłatkiem, ale jednocześnie będziemy przełykać gorzkie łzy patrząc na nasz strach. Bo diagnoza mojego Taty to tak, jakby ktoś nam powiedział, że za rok przy tym stole jedno krzesło będzie puste nie dlatego, że taka jest tradycja. To strach, że my – jego dzieci, zostaniemy bez ukochanego Taty, a nasze dzieci bez najwspanialszego dziadka. Przeraża nas myśl, że w przyszłym roku nasza mama zamiast radować się z okazji 59 rocznicy ślubu wspólnie z Tatą będzie mogła tylko wspominać z bólem to, co dotychczas wspólnie przeżyli.



Ale jest też nadzieja na to, że pokonamy strach i rozpacz. Bo taką szansę daje NanoKnife – metoda polegająca na zabijaniu raka na poziomie komórkowym za pomocą impulsów elektrycznych. Taką nadzieję dostaliśmy w CSK WUM na Banacha w Warszawie. Jednak sami sobie nie poradzimy, bo zabieg pozostaje poza koszykiem świadczeń NFZ, a jego koszt - 35.000,00 zł przekracza nasze możliwości. Rodzice całe życie utrzymywali się z pracy na gospodarstwie. My – Marek, Alina i Janek również nie posiadamy takich środków. A zabieg powinien odbyć się najpóźniej w połowie stycznia 2017…

Dewizą życiową naszego Taty było: „pracuj jakbyś miał żyć 100 lat, módl się jakbyś miał umrzeć jutro”. Ale czas na dołożenie do niej kilku nowych słów – „uwierz w dobro”. Bo chcemy w nie wierzyć. Wiemy, że dziś wszyscy mają inne sprawy na głowie, ale może czas świąteczny spowoduje, że wielu zwolni, a nawet na chwilę zatrzyma się nad naszą prośbą i odpowie na nią najmniejszą choćby darowizną. Bo te słowa to nasza prośba – pomóżcie nam wygrać ze strachem, osuszyć nasze łzy i wspólnie z nami pomóżcie naszemu Tacie wygrać z RAKIEM… Bo my dziś nie wypatrujemy z niecierpliwością pierwszej gwiazdki. Wypatrujemy jasnego płomienia nadziei.



czwartek, 15 grudnia 2016

MARZĘ, BY ŻYĆ...
PAULINA I RAK


Śliczna, młodziutka i bardzo wrażliwa. Paulina. 6 sierpnia skończyła 18 lat. Niby dorosła, ale dla mnie dziecko. Ma tyle samo lat co mój syn. I zamiast korzystać beztroski młodości przypisanej  musi walczyć. Bo Paulina to Wojownik. Wojownik, który marzy, by żyć.



Paulo Coehlo napisał kiedyś, że to możliwość spełnienia marzeń sprawia że życie jest tak fascynujące. To prawda. Każdy z nas o czymś marzy. Marzy też Paulina – osiemnastolatka z małej miejscowości na Warmii. Kiedyś marzyła o tym, by pomagać dzieciom, które los doświadczył choroba lub niepełnosprawnością. Dlaczego nie o super shopingu? Dlatego, że wie jak takim osobom jest trudno. Najpierw poznała świat niepełnosprawnych dzięki swojemu bratu – Sebastianowi. Mózgowe Porażenie Dziecięce – w skrócie MPD odebrało jej starszemu bratu sprawność w chwili przyjścia na świat. Na co dzień widzi jak jej mama walczy z chorobą Seby. Ten młody mężczyzna nie mówi, nie siedzi, wymaga opieki niemal 24 godziny na dobę. I widziała, że jej mama zawsze była, nigdy się nie skarżyła, a mimo tego zawsze miała też czas dla niej i młodszego brata. To dzięki temu Sebastian jest pogodny, szczęśliwy, często się uśmiecha. Kocha muzykę i kocha swoją rodzinę.
Paulina przez całe życie widziała jak trudna to walka. Rehabilitacja, leczenie specjalistyczne, codzienne wydatki związane z życiem. A mimo to jej mama zawsze z uśmiechem witała ich każdego ranka.




Gdy wiosną tego roku Paulinę zaczął boleć żołądek wszyscy – z lekarzami włącznie kładli to na karb stresu. Gdy dziewczyna schudła, nawet się ucieszyła ze smukłej figury. Piękna buzia dopełniła obrazu. Ale nikt nie sądził, że to symptomy dramatu. Gdy waga zaczęła spadać w dół w sposób niekontrolowany obie z mamą wiedziały, że to nie żarty. Że coś się dzieje. Lekarz rodzinny skierował Paulę na badania, które wykazały stan zapalny organizmu i anemię. Szpital, oddział, badania. Miały być „tyko” wrzody żołądka. Ale poszerzona diagnostyka i opis pobranych wycinków zmian patologicznych zabrzmiały jak wyrok… RAK ŻOŁĄDKA z naciekiem na trzon macicy…
Szybki transport z Olsztna do CZD w Międzylesiu i badania, które pozbawiły złudzeń. Z CZD Paulina trafiła do CO w Warszawie na Wawelskiej. Operacja nie dała efektu. Chemioterapia – wszyscy czekają na efekty leczenia. Ale Paulina wierzy. I marzy. Dziś o tym, by wygrać i żyć.
Pojawiło się maleńkie światełko. Leczenie nierefundowane. Ale to nie koniec potrzeb. Bo tak Paulina, jak jej brat potrzebują wsparcia nas – dobrych ludzi.

Więc jeśli uważasz - Ty, tak Ty, który to czytasz – że jesteś dobrym człowiekiem, pomóż Paulinie, Sebastianowi i ich mamie w walce z losem, których tak ich doświadcza.

Pomóc Paulinie i Sebastianowi można dokonując wpłaty na konto:

Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”
Bank BZ WBK 31 1090 2835 0000 0001 2173 1374
Tytułem: “695 pomoc dla Pauliny Skrzypińskiej i Sebastiana”

wpłaty zagraniczne – foreign payments:
PL31109028350000000121731374
swift code: WBKPPLPP

Title: „695 Help for Paulina Skrzypinska and Sebastian”

Aby przekazać 1% podatku dla Pauliny i Sebastiana:
należy w formularzu PIT wpisać KRS 0000382243
oraz w rubryce ’Informacje uzupełniające – cel szczegółowy 1%’ wpisać “695 pomoc dla Pauliny Skrzypińskiej i Sebastiana”






ŚWIĄTECZNA REFLEKSJA...

Trochę zaniedbałam blog, ale mam na to wytłumaczenie. Dzieje się. Projekt badań nad skutecznością metody NanoKnfe, który rozpoczęliśmy wspólnie z Fundacją KAWAŁEK NIEBA podpisaniem umowy z CSK WUM na Banacha w Warszawie w dniu 29 kwietnia nabiera rozpędu. Trzy kliniki w tym ośrodku pracują nad tym, aby pokazać światu polskie wyniki pracy z metodą. Dotychczas 12 pacjentów dostało szansę walki z nieresekcyjnymi nowotworami trzustki i wątroby, a już wiemy, że dwóch kolejnych ma kwalifikacje do zabiegów z użyciem NanoKnife. To już plan na styczeń 2017. Nadal wiąże się to z koniecznością gromadzenia środków na poszczególne zabiegi, ale dzięki Wam - tym, którzy zaglądają tutaj czy na mój facebookowy profil jak dotąd zawsze się udaje - DZIĘKUJĘ I PROSZĘ O JESZCZE.

Niemal każdego dnia odbieram telefony i w słuchawce słyszę drżący głos, z którego bije wręcz namacalna rozpacz. I słowa "moja mama, mój tata, moja żona, mój mąż" ma raka trzustki/wątroby. I szloch. I bezsilność, zagubienie. Słyszę pytania, mnóstwo pytań, ale i niewypowiedziane prośby o nadzieję. A przy tym strach. Paraliżujący tak bardzo moich rozmówców, że czasem nie wiedzą od czego zacząć swoją opowieść o dramacie. Najczęściej dzwonią dzieci, czasem współmałżonkowie, a czasami sami chorzy. To są dorośli ludzie, czasem seniorzy starsi od moich rodziców. Ale zawsze ich strachowi towarzyszy wstyd. To są bardzo trudne rozmowy. 


Ale nie są to jedyne prośby. Są prośby o spełnienie marzeń Wojowników. Nigdy jeszcze, gdy napisałam, że jakiś Wojownik marzy, moi znajomi i przyjaciele nie zawiedli. Czasem są to akcje kilkugodzinne czasem kilkudniowe. Ale zawsze finał jest taki sam - promienny uśmiech, których choć na chwilę pozwala Wojownikowi zapomnieć o trudach walki z chorobą oraz łzy wzruszenia ich bliskich. 

Z każdą kolejną rozmową czy akcją utwierdzam się, że idę dobrą drogą. Idę wspólnie z tymi, których dramatów tak wielu nie zauważa. 
Za kilka dni szczególny dzień roku - Wigilia. Czas, gdy zasiadamy wraz z najbliższymi do szczególnej wieczerzy. Moment dzielenia się opłatkiem zawsze wywołuje u mnie silne wzruszenie. Bo nie wyobrażam sobie, żeby przy mojej czteropokoloniowej wigilijnej wieczerzy mogło kogoś zabraknąć. 
W  tym czasie myślę też o tych, dla których ten czas zdominowany jest przez strach, że za chwilę jedno z krzeseł przy tym stole może zostać puste. Myślę o tych, którym choroba odebrała kogoś, bez kogo każde kolejne święta nie będą już takie same...

Pamiętajcie:
"Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata 
i wyciągasz do niego ręce, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać, 
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad, 
które jak żelazna obręcz uciskają ludzi
w ich samotności, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei "więźniom", 
tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego,
moralnego i duchowego ubóstwa, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze,
jak bardzo znikome są twoje możliwości
i jak wielka jest twoja słabość, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, ilekroć pozwolisz by Bóg
pokochał innych przez ciebie,

Zawsze wtedy, 
jest Boże Narodzenie."


Św. Matka Teresa z Kalkuty